Pamiętacie pytanie z dzieciństwa – jaki jest Twój ulubiony kolor? Każdy swój miał i nie bał się odpowiedzieć. Dlaczego w takim razie wchodząc do mieszkania o fioletowo – zielonych ścianach doznajemy szoku? Dlatego, że społeczeństwo w miarę dorastania człowieka stawia niewidzialną granicę możliwości używania koloru. Stroje służbowe, formalne są białe, granatowe, czarne. Pomieszczenia biurowe są beżowe, szare. Budynki są grafitowo nijakie od ilości szkła i metalu. Tylko przedszkola pozostały kolorowe. Im wolno, bo dzieci. Czy na prawdę w dorosłym życiu kolor musi równać się wariactwu? Kiedy ostatnio widzieliście osobę w czerwonej kurtce? Na co naraża nas wyróżnienie się i czy naprawdę jest to takie istotne? Jeśli się nad tym głęboko zastanowicie to może być początek czegoś bardzo intrygującego.






Nie trzeba być fanem sztuki, znawcą malarstwa ani geniuszem, żeby zrozumieć abstrakcję i coś w niej widzieć. Trzeba przyznać boleśnie, że abstrakcja może nic nie przedstawiać. Nie do wszystkiego można dopisać głęboką ideologię, martyrologię i tytuły. Może wcale nie warto by coś nabrało w taki sposób wartości. Prawdziwa wartość jest zaklęta w tym, że to co właściwie jest niczym Ty uważasz za coś. Szkopuł tkwi w przełamaniu schematu i wyjściu poza ramy. Abstrakcja to czerwona kurtka, którą nie każdy ma odwagę założyć.
Pejzaż obroni się sam, jeśli tylko trawa nie będzie niebieska. Portret też o ile portretowany nie będzie miał oczu na brodzie. Martwa natura również, o ile gruszka będzie wystarczająco zielona, a może właściwe żółta. Właśnie! Jaki kolor powinna mieć gruszka? Jakie są normy na kolor gruszki pytam się! O normy cały ambaras. Abstrakcja się im nie poddaje. Znosi bycie wyśmianą, ma w dupie kanony. Nie jest ani ładna ani brzydka. Nie dąży do ideału. Jest po prostu sobą.







Pojawienie się abstrakcji otwiera też ciekawe rozmowy. Wydobywa z ludzi ich przekonania i przywary, to jak bardzo są wyzwoleni albo jak bardzo pospinani i konserwatywni. Dokładnie o tym opowiada sztuka teatralna ART, na której byłam ostatnio w teatrze 6 piętro. Trzech przyjaciół prawie zerwało znajomość po tym jak jeden z nich kupił obraz za 200 tysięcy. Obraz był… biały. Nie przedstawiał nic. Przynajmniej tak powiedziałoby 99% społeczeństwa. 1% widziałoby narciarza. Ja patrząc na obraz widziałam proces twórczy i malarza, wiadomo dlaczego. Na temat moich obrazów słyszałam już różne opinie. Jedni szukali jadącego pociągu inni widzieli papier do pakowania prezentów, a to dlatego że ludzie muszą widzieć coś rzeczywistego, prawdziwego, nazwanego. Znalezienie radości w czymś co niesklasyfikowane, nienazwane, nieoczywiste to wielkie doznanie.
Dlatego każdy człowiek na ziemi powinien chociaż raz kupić abstrakcję, powiesić ją na ścianie i powiedzieć
„a mi się podoba”.
Autor wpisu
Zuzanna Wiktoria Stokowiec

