Jestem pośrednikiem między elementem otoczenia, który zasłużył na uwiecznienie w całej swojej okazałości, a odbiorcą do którego dociera on po czasie w formie namalowanej.
Kiedy czerpię inspirację nie przenoszę dosłownie obrazu ujrzanego na namalowany. Pobieram barwy, światła, odcienie, zachowuję je w pamięci. Zapamiętuje dźwięki, zapachy, ruch. Następnie miksuję wszystko w głowie i układam w mozaikę, niczym w kalejdoskopie. Przed namalowaniem obrazu następuje jeszcze jeden, właściwie najważniejszy etap. Muszę odnaleźć kluczową, nienamacalną cechę w przedmiocie inspiracji. Wszystko po to, żeby umiejętnie przenieść ją na obraz i utworzyć swoisty związek inspiracji z obrazem. Wiem, że wtedy pobudzę w odbiorcy wszystkie zmysły, nie tylko zmysł wzroku.
Dzięki takim misternym zabiegom każde pociągnięcie pędzla, każda mieszanka barw, każdy kształt ma w sobie własne życie. Każdy z obrazów ma własne tempo, głębię, energię. W niektórych widać zderzenie mas kolorów w pozornym chaosie, gwałtowne, dynamiczne, soczyste. W innych proces upływającego czasu, gdzie farby zgrały się ze sobą zastygając na płaszczyźnie, znajdując własny ład i harmonię . Nawet w spokojnych obrazach jest energia. Może być ukryta dokładnie tak, jak w pozornym bezruchu tektonicznych płyt.
Malowania w ten sposób nie zostałam nauczona, nie podpatrzyłam go, nie trenowałam. Odnalazło się samo, we mnie, w momencie kiedy zaczęłam malować i uwolniłam swoją wyobraźnię.
Życie w moich obrazach to nieodłączny element mojego stylu i myślę, że choć niewiele da się jeszcze odkryć w sztuce, ja odkryłam nowy rodzaj malarstwa- abstrakcję żywą.
Dziś szlifuję swój warsztat jak diament, karmiąc go co rusz nowymi widokami. Nie da się ukryć, że najwięcej moich obrazów powstaje wiosną i latem, gdy wszystko budzi się do życia, kwitnie, wybrzmiewa, wybucha energią. W takich okolicznościach przyrody, w mojej letniej pracowni powstały m.in. obrazy Vitalia, Kalambolaż, Wariacja Newtona I i II czy Narodziny Motyla. Pomagają mi również podróże. Moje ostatnie, greckie wojaże miały duży wpływ na powstanie takich obrazów jak Okeanos, Ionios, Porto Cheli czy Hydra.
Kiedy nastaje jesień, a potem zima i wszystko co żywe umiera pod warstwą zmarzliny, ja też jakby zamieram razem z naturą i czekam cierpliwie czerpiąc inspirację z innych obszarów. Wtedy moje źródła biją z arcydzieł architektury, natury nieożywionej, historycznych wydarzeń. W zimowych okolicznościach powstała seria Epoki, do której należy m.in. Bizancjum, bardzo cenny dla mnie obraz kategorii Premium. Wybieram się też często w polskie góry, w szczególności na Podhale, gdzie znajduję mnóstwo inspiracji w sztuce i twórczości zakopiańskiej.
Może uda się Wam odnaleźć źródła mojej inspiracji w fotografiach i połączyć je z konkretnymi obrazami. Oto kilka inspirujących widoków, chwil i wydarzeń, które udało się zatrzymać w kadrze.




















































































